Ślub poza USC – relacja Hanki
30 Styczeń 2011 | Autor: AgataCzytelniczka mojego bloga – Hanka wysłała Wam wszystkim relację ze swoich przygotowań do ślubu cywilnego w plenerze.
Dla chcącego nie ma nic trudnego! Treść zamieszczam poniżej.
Nasz ślub odbył się w tym roku (2010) 26 czerwca. Od samego początku nie miał być typowym ślubem. Długo nie mogliśmy się zdecydować, czy rzeczywiście chcemy ślubu, a jeśli tak, to kiedy i w jakiej formie. Jesteśmy razem od 2002 roku, mieszkamy wspólnie od 6 lat, więc ślub miał być przede wszystkim pięknym dniem na naszej wspólnej drodze.
Ja pochodzę z Gdańska, mój Bartek z Ostrołęki. 5 lat mieszkaliśmy i studiowaliśmy w Poznaniu. Dylemat więc dotyczył również miejsca ślubu. Ale w końcu podjęliśmy decyzję: Gdańsk. Jedno było pewne, że ślub będzie cywilny, ani ja ani mój B. nie jesteśmy wierzący, więc nie było sensu mieszać w to religii.
Ślub cywilny: skromna ceremonia, najbliższa rodzina, ona w garsonce albo w czymś równie mało romantycznym…Wielu osobom właśnie tak kojarzy się ślub cywilny. Ale na pytanie na ilu takich ceremoniach byli, odpowiadają, że na żadnej lub co najwyżej na jednej.
Ja miałam na szczęście inne pojęcie o ślubie cywilnym. Dwa lata wcześniej moja siostra brała ślub cywilny – piękna ceremonia w bajkowym miejscu jakim jest Kazimierz Dolny nad Wisłą, biała suknia, ryż i kwiaty, później magiczne wesele z żydowską kapelą.
Poprzeczka była postawiona wysoko, więc i my postanowiliśmy zrobić coś niezwykłego…
Z uwagi na mniejszy budżet zdecydowaliśmy się na obiad weselny. Wcześniejszy, bez tańców do rana…a ślub? Ślub miał być na godz. 13, 14…
Ale plany są po to, żeby je zmieniać…
Do usc poszliśmy dość późno, bo pod koniec stycznia.
Marzyła mi się data 26.06, oboje mieliśmy po 26 lat, poznaliśmy się w czerwcu, więc jakoś ten dzień wydawał mi się akurat.
I tak właśnie odpowiedziałam pani urzędniczce usc, na pytanie czy myśleliśmy już o jakimś konkretnym dniu…”Marzy nam się 26 czerwca” powiedziałam.
„Skoro się marzy, to na pewno coś wymyślimy” powiedziała pani urzędnik i otworzyła kajecik z wpisami na ślub. „Hmm” dodała po chwili, bo ostatnią wolną godziną w tym dniu była 11 rano – pierwszy ślub w tym dniu. Trochę wcześnie, wręcz ciut za wcześnie. A jednak – jak się później okazało – gdybyśmy nie byli pierwszą parą w tym dniu, wszystko ułożyłoby się inaczej.
„Już zapisani byliśmy w urzędzie”… z jednej strony wielkie uff, z drugiej, do ślubu zostało niecałe pół roku. Termin w urzędzie był, teraz trzeba było szybko zorganizować całą resztę.
Obiad. Elegancki weselny obiad. Z klasą i taki akurat, w sam raz. Ale gdzie?
Jestem z Gdańska, a dokładnie z Wrzeszcza, ale można też powiedzieć, ze z Oliwy, bo 20 lat mieszkałam na granicy właśnie tych dwóch dzielnic. Jeśli ktoś mieszkał kiedyś w Gdańsku, to wie, że jednym z najpiękniejszych miejsc w Oliwie jest park, stary, pełen magii Park Oliwski.
I tam właśnie, w cieniu 200letniego kasztanowca, w skrzydle barokowego Pałacu Opatów znajduje się elegancja restauracja. Wymarzona na obiad weselny.
Śluby w Gdańsku odbywają się w starym Żaku – w pięknej budowli, w centrum miasta. Jednak do parku oliwskiego trzeba przejechać spory kawałek…a gdyby tak…ślub w Pałacu Opatów? Kilka lat wcześniej takie ceremonię miały miejsce. Po wcześniejszym ustaleniu, można było zorganizować ślub w Pałacu Opatów w Parku Oliwskim. Ale kilka lat wcześniej… Obecnie – jak dowiedzieliśmy się na miejscu – takie śluby się już nie odbywają. Hm. No trudno.
Niech zostanie. Ślub w starym Żaku, obiad w Parku – i tak będzie pięknie…
Ale gdyby tak jednak….
Spacerując po parku, po pierwszej rozmowie w sprawie obiadu z właścicielką restauracji w Parku Oliwskim. Spacerowaliśmy z moją Mamą i narzeczonym po alejkach parku…Minęliśmy altanę…A gdyby tak…Nieee, to chyba mało prawdopodobne. Ślub w altanie? Mało realistyczna wizja. Ale jaka piękna?
A jednak myśl raz zakiełkowała i jak się później okazało, miała wydać piękne plony.
Ale po kolei.
Kilka dni później mój ojczym natrafił w trójmiejskiej prasie na reklamę „ Gdańsk – miasto miłości”
Ciekawy slogan. Nie wiele mówiący, ale niechybnie kojarzący się ze zbliżającą się ceremonią.
Może to jest jakiś pomysł?
Napisałam. Krótki mail z wyjaśnieniem, co i jak, dlaczego. Że oni: organizatorzy Gdańsk – miasto miłości. A ja właśnie z Gdańsk i właśnie z miłości, z niczego innego, biorę w moim mieście ślub. Że może by to połączyć. Że gdyby zechcieli pomóc. To może by się udało zorganizować ślub poza usc…dajmy na to w altanie w Parku Oliwskim?
Ale „Gdańsk – miasto miłości” było jedynie pięknym sloganem, nic więcej. W odp. na moje pytanie, czy mogliby pomóc zorganizować ślub poza usc, wysłali reklamę weekendy dla dwojga w Gdańsku. Hm. „Małe nieporozumienie” pomyślałam zniesmaczona. „Trudno. Stary Żak też jest pięknym miejscem.”
Ale „Gdańsk – Miasto miłości” nie okazało się tak całkiem bezwartościowe J. Poza komercyjną ofertą napisali jeszcze, że ślubami zajmuje się usc w Gdańsku (jakbym nie wiedziała!) i że w sprawie ślubu poza usc najlepiej kontaktować się z nimi (jakbym się nie domyślała!).
Wtedy – jak większości osób – usc wydawał mi się mało elastyczną instytucją. A jednak się myliłam.
Napisałam do usc, przesyłając im list (mail) od G-MM z pytaniem (które wcześniej zadałam G-MM) czy istniałaby możliwość ślubu w Parku Oliwskim.
W to co zdarzyło się potem, długo nie mogłam uwierzyć i jeszcze wiele razy musiałam się szczypać, żeby zobaczyć, czy to nie sen.
Kilka dni po wysłaniu listu odebrałam telefon. Dzwonił kierownik usc w Gdańsku, p. G. Graefling. Nie mówił dużo, przede wszystkim słuchał jak ja bym sobie wyobrażała ślub
Ważne było to, że to nie usc zajmuje się organizacją związaną ze ślubem poza usc, ale ja – my, jako osoby chcące taki ślub zorganizować.
Ten pierwszy telefon nie był jakoś wielce treściwy, nie wynikało z niego jak, co i kiedy.
Ważne było jednak, ze urzędnik nie powiedział „nie”.
Aby wziąć ślub poza usc należy wyznaczyć miejsce, w którym będzie zachowany uroczysty charakter ceremonii. Musi być godło, miejsca siedzące dla urzędnika, dla młodych…
Nie miałam za wielu informacji, ale od czegoś zawsze trzeba zacząć J
Spotkaliśmy się osobiście z p. kierownikiem. Nie da się ukryć, że był on przychylny naszemu pomysłowi. Oficjalny, ale przychylny.
Ale po kolei.
Po pierwsze ważny był termin ślubu. Jeszcze przez telefon urzędnik podkreślił, że jest dość mało czasu (był chyba marzec, a więc do ślubu zostały 4 miesiące) i proponował zmianę daty.
Ale mi na tej dacie b. zależało. Najbliższa rodzina była już wstępnie zawiadomiona.
I tu właśnie uratowało nas to, że byliśmy zapisani jako pierwsza para w tym dniu. Godzina 11 – i tak dość wcześnie, a już o 11.30 kolejny ślub, Park Oliwski od starego Żaka, w którym odbywają się śluby, jest oddalony o ok. 10 km….a więc p. urzędnik miałby dość mało czasu, żeby zdążyć na koleją ceremonię. Drugi urzędnik udzielający ślubów był w tym czasie na urlopie.
W czasie wizyty u kierownika ustaliliśmy godzinę. 10 rano. Mnie aż zmroziło – cholernie to wcześnie (jak się później okazało godzina była cudna! 10 rano, sobota, pusty park, tylko my i nasi goście…i ceremonialne, niezapomniane „tak”)
P. Graefling nakierował nas również na to, co trzeba teraz zrobić, aby móc ślub zorganizować. On tego nie załatwiał. To była nasza rola, ale b. nam pomógł, poinstruował.
Konieczna była zgoda na odbycie się ceremonii, od tych, który zarządzają parkiem. Zarząd Dróg i Zieleni w Gdańsku. Kilka dni później zadzwoniłam do osoby, od której konieczne było pozwolenie na organizację ceremonii. Gdy pani Ewa Woźniak po drugiej stronie słuchawki usłyszała o moim pomyśle, oczami wyobraźni zobaczyłam jak klasnęła w dłonie! Jej oficjalny do tej pory ton zmienił się zupełnie. Zachwycona naszym pomysłem – była b. miła. Oczywiście prosiła o oficjalne pismo z prośbą o pozwolenie, ale już przez telefon powiedziała, że ona nie widzi żadnych przeszkód, aby nasz ślub odbył się w zabytkowej altanie.
Kilka tygodni później otrzymaliśmy oficjalną zgodę. „ZDiZ w Gdańsku zgadza się na zajęcie altany w takim a takim terminie”.
Teraz należało wysłać oficjalną prośbę do usc o udzielenie ślubu poza usc oraz przesłać im pozwolenie z ZDiZ.
Wszystkie działania zakończyły się dość późno. Myślę, że gdzieś na początku maja, jeśli nawet nie później.
Ważne było też udekorowanie samej altany kwiatami (ZDiZ odmalował nam ją całą, więc sama w sobie wyglądała dobrze, ale kwiaty dodały jeszcze większego uroku), do której wynajęliśmy p. dekoratorkę. Wypożyczyliśmy 10 krzeseł oraz stół i z białym obrusem (z restauracji, w której organizowaliśmy obiad – pod altanę przynieśli je kelnerzy). Miejsca siedzące były jedynie dla Rodziców i dziadków oraz dla urzędnika, świadków i dla nas. Kupienie godła – na allegroJ
Teraz można było zająć się pozostałymi przygotowaniami – ale te nie różnią się w większym stopniu od tych do zwykłego ślubu.
I tak zleciał czas do 26…
Piękna, niezapomniana ceremonia, marsz weselny rozbrzmiewający w budzącym się parku, obiad w cieniu kasztanowców…niezwykłe, a jednak możliwe!
Zachęcam wszystkim do realizacji marzeń!
Ten dzień ma być Wasz! Jedyny, niezapomniany, cudowny!
3mam kciuki!
Hanka
Joj ja tez taki chcę.
mam pytanie czy USC wyznaczyło jakaś dodatkową kwotę za to że ślub jednak nie był na miejscu i urzędnik musiał sie “fatygować”??
To pytanie kieruj do Hanki: haniabartka@gmail.com. Powodzenia! I daj znać jak już będziesz po wymarzonym ślubie.
Nie, nie, żadnych dodatkowych opłat nie było. Jedynie urzędowa opłata (chyba coś ok. 80 zł) za ślub cywilny. Ale tak opłata jest zawsze, więc nie było to nic ekstra
3mam kciuki za pomyślną organizację ślubu!
H.
Gratuluję spełnienia marzeń i wytrwałości. Nie wiem jak Ci się to Haniu udało, my byliśmy w USC w Gdańsku ustalić termin naszego ślubu i także prosiliśmy o możliwość zorganizowania uroczystości w innym miejscu niż urząd. Pani kierowniczka powiedziała że to jest możliwe tylko w wyjątkowych okolicznościach np choroba. Może za łatwo się poddaliśmy…
Napisz prosze czy bylas zadowolona z wesela w tej Restauracji i (jezeli to nie tajemnica
)na ile osob bylo wesele? My planuje uroczysty obiad na ok 20 osob. Zastanawiam sie czy to dobre miejsce.